Mity z wysp egejskich 2 – Pierwsi zrodzeni

Czy to tylko piękne opowieści?

W poprzednim rozdziale odbyliśmy podróż do najbardziej pierwotnych symboli, do przeczucia, że coś było na początku wszystkiego, coś co zmusza nas do zadawania pytania o przyczynę. Pierwotny archetyp tkwiący w istocie duszy, który domaga się odpowiedzi. Dawno temu wierzono, że to Konieczność – Ananke, bóstwo, które tkwi w nas jak świadomość, że to wszystko musi się wydarzać po coś, że w końcu zrozumiemy znaczenie istnienia.

Zawsze fascynowała mnie kosmogonia i teogonia orficka, bo rozpatrywać ją można na wielu płaszczyznach, a zarazem w jedność łączy dualizm bycia na zewnątrz i wewnątrz, bycia obserwującym i definiowania świata wokół i bycia obserwowanym przez samego siebie i odnajdywania prawdy o jaźni wewnątrz świadomości. Odkąd pamiętam zadaję sobie pytanie:

-Dlaczego to wszystko jest i ja jestem? 

i jedynie słowa Parmenidasa rezonują mi w myślach:

„…ἡ μὲν ὅπως ἔστιν τε καὶ ὡς οὐκ ἔστιν μὴ εἶναι…”

“Byt jest, a niebytu nie ma.”

Skoro więc “jestem, który jestem” to tkwi we mnie pierwotna siła pierwszego światła, pierwszej miłości, która stworzyła dającą ukojenie ciemność nocy.

 

Cudowną była chwila narodzin Pierwszego, bo kiedy rozpękło się jajo stworzenia i wypełniła się przestrzeń materią. Na złotych skrzydłach wzleciała istota świetlista. Imię tej było Fanes – światło stworzenia, Erikepejos – dający życie, Metis – mądrość wszechwieczna i Eros niebiański – miłość spajająca materię. Nad nim czuwa jego ojciec Ofion – Chronos, pożerający swój ogon Uroburos, by czas i przestrzeń na nowo zjednoczyć mocą swego potomka, miłością spajającą.


 

Tak ukształtował się kosmos, a zapładniający i rodzący zarazem Fanes, na świat wydał Noc, kochankę błyszczącą gwiazdami, niosącą ukojenie matkę snu, która tańczy z klejnotami unoszącymi się w eterze. Z okruchów jaja stworzenia, z nasienia Fanesa stworzyła noc dzieci swoje Uranosa – niebo i Gaję – ziemię, którym władzę tworzenia przekazała.

 

 

Uranos otoczył swą oblubienicę istotą samego siebie tworząc przestrzeń bezpieczną, a ona była mu podporą i rodziła według Prawa. I wypełniać się zaczęło dziedzictwo Eurynome, bo z jednego stała się wielość, a wciąż dzieląca się wielość rodziła zgodnie z jedną zasadą, która wiruje w niekończącym się tańcu.