Mity z wysp egejskich 4 – Zapomniani Bogowie – Pontos i Thalassa

Czy to tylko piękne opowieści?

 

A co jeśli wszystko co istnieje i czym jesteśmy wywodzi się z wody? Niedaleko od wysp egejskich, u wybrzeży Azji wznosiło się kiedyś miasto, którego kamienne ruiny po dzień dzisiejszy wystają z ziemi. W Milecie rodziła się filozofia, a jeden z tych co mądrość miłują mawiał:

«Αρχή πάντων το ύδωρ»  – Tales z Miletu

“Praprzyczyną wszystkiego jest woda.” Czy Tales znał mitologię i kosmogonię babilońską tego się nie dowiemy ale wiele tropów wiedzie mnie do przekonania, że pierwotni mieszkańcy tych okolic przynieśli ze wschodu okruchy opowieści, które pozostały po dzień dzisiejszy w greckim języku imieniem morza – Θαλασσα.

Gdy w górze niebo nie było nazwane,

a w dole ląd twardy nie miał miana,

a praocean Apsu, ich rodzic,

i macierz Tiamat, co ich wszystkich zrodziła,

swe wody razem zmieszali,

gdy trzcina na bagnach nie była związana, a zarośla nie były widoczne,

gdy z bogów nikt jeszcze się nie pojawił,

i imię żadne nie było wspomniane, i przeznaczenie nie zostało wyznaczone –

wtedy zostali stworzeni bogowie w ich wnętrzu…

                                                                                                  Enuma Elisz

Nasze dusze pełne są subtelnego praoceanu zbiorowej nieświadomości, w której czają się zrodzone w pierwotnej otchłani byty. Sceptycy nazwą je majakai, wyobraźnią rodzącą ze strzępków wspomnień obrazy piękne lub przerażające i tylko pytanie rozbrzmiewa w przestrzeni: Dlaczego pośród tak odmiennej i podzielonej ludzkości, wyśnione byty przybierają podobne kształty?

 

 

Samorodnym synem Gai – Ziemi był Pontos, który wylał się ze spękanej powierzchni swej matki wzory żłobiąc magiczne w ciele rodzicielki wilgotnymi splotami. Wyciekał życiodajnym mułem drogi szukając, choć sam był drogą. Wtedy nic kształtu nie miało, bo dopiero się kształty tworzyły i sama esencja ziemi ociekająca jeszcze ciemnością, niezdolna była do samodzielnego tworzenia, póki córy Dnia – Hemery i Światła – Eteru nie napotkał Pontos. Przeciwna mu była w swej istocie, a zarazem ta sama, więc jej zapragnął.

 

 

Piękna była Thalassa, która z niebios zstąpiła, od rodziców swoich, deszczem mokrym będąc wypełniła ziemię. Najczystszym blaskiem spowita, przeźroczysta lecz gęsta, jasność i czystość przyniosła na rodzący się świat. Rozlała się swym jestestwem pod konstrukcją nieba ale rodzić nie mogła. W swej czystości  pożądała spełnienia i kiedy ujrzała wijącą się esencję ziemi – Pontosa, widząc przeciwieństwo siebie, brud życiodajny i ciemność, zapragnęła go. I tak ze zmieszania narodziły się wody słone wraz z całym morskim życiem.

 

 

Tak po dzień dzisiejszy, kiedy wiatr południowy przynosi chmury, a deszcz ulewny obmywa ziemię, to błotniste potoki spływają brudnymi, wężowymi splotami do morza. Zapładniają wówczas czyste wody mieszając z nimi życiodajny muł. Rodzą się wtedy morskie potwory, może nie tak wielkie jak te pierwsze: Forkis, Keto, Nereus i Eurybia, może nie tak zdolne jak Telchiny ale wciąż mogące wzbudzać strach i ciekawość ludzi, którzy zdecydują się poznawać świat ukryty w głębinach słonego morza. 

Kiedy w najgłębszej ciszy nocy wsłuchasz sie w siebie, to może usłyszych szum słonej wody wypełniającej każdą komórkę Twojego ciała, a kiedy zanurzysz się w sen, może zanurkujesz w oceanie pierwotnej nieświadomości, by wydobyć z głębin to co zostało zapomniane dawno temu.